30 maja br. byłem na sympatycznym turnieju "Memoriał Englaendera" w Gdańsku. Jeden z kolegów, uczestników "kortowych bitew", zadaje mi pytanie:
- czy jestem przeciw obcokrajowcom, grającym w reprezentacji Polski ?
Jakiś czas później, jeden z kolegów, trenerów, zadaje mi pytanie:
- co sądzę o wzmacnianiu siły krajowego [w domyśle: polskiego] badmintona przez wyrabianie paszportów obcokrajowcom ?
Najprościej byłoby odpowiedzieć prosto - TAK lub NIE. Tego typu odpowiedź byłaby jednak zbyt płytka, zbyt powierzchowna.
Polskie przysłowie mówi, że "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia".
Zasady modnego "programowania neuroligwinistycznego" mówią praktycznie to samo, tylko szczegółowiej:
- jak pytanie rozumie pytający ?
- jak pytanie rozumie pytany ?
- jak pytanie rozumie obserwator [wymiany informacji pomiędzy pytającym i pytanym] ?
Dlatego też moja odpowiedź musi być poprzedzona analizą, choćby skróconą, na potrzeby tego artykułu.
W swoim czasie była prezeska ukradła Białoruskiej Federacji Badmintona - Nadię Kostiuczik. I jak zwykle bywa, z pomocą "czerwonych przyjaciół", także byłego ministra sportu, udawadniała, że winnymi wszystkiego co złe byli Białorusini. Można było nawet dojść do przekonania, że to ludzie Łukaszenki są złodziejami.
Mirowski, obecny prezes PZBad-u, poszedł jakby w "ślady" swojej byłej mocodawczyni. Mamy nowe reprezentantki albo prawie reprezentantki na Igrzyska Olimpijskie - Olgę Konon [Białoruś} i Linling Wang [Chiny].
Konon jest reprezentantką Polski, przynajmniej w mistrzostwach świata i Europy. A jak to będzie w przypadku Igrzysk Olimpijskich ?
Kiedy zapytałem prezesa Białoruskiej Federacji o Konon i miałem już pełnię wiedzy o statucie tejże zawodniczki w Polsce, nie byłem zdziwiony reakcją Białoruskiej Federacji Badmintona na postawione przeze mnie pytanie.
Wang - pozostawię bez komentarza. Komentarze łzawo- współczujące mają swój cel. Współczujących znajdzie się wielu. Tą metodą Mirowski wśród ignorantów zyska poparcie dla "szlachetnego" wsparcia jakiego udziela zawodniczce "pokrzywdzonej" w Chinach. Nie wykluczam scenariusza, w którym Wang zostanie podwiązana pod Tybetańczyków, Ujgurów, itd. Znowu winnymi porażki polskiego badmintona będą "oni" - tym razem Chiny.
Skutki polityczne - Polska i Polacy mogą jawić się na forum międzynarodowym, w tym badmintonowym, jako:
- złodzieje - bo kradną zawodników,
- nieudacznicy - bo nie umieją pracować powtarzalnie, SYSTEMOWO, "produkując" w cyklach olimpijskich zawodników formatu międzynarodowego.
Powołam się na najlepszych, od których wystarczy się uczyć.
W Europie. Jest ich tylko ok. 4,5 miliona, ale pracują systemowo. Są to Duńczycy.
W Azji. Jest ich "tylko" ok. 1,3 miliarda, ale pracują systemowo. Są to Chińczycy.
Co jest wspólne obu wymienionych nacji ? To, że PRACUJĄ SYSTEMOWO.
Jaki interes ma polski podatnik w tym, że reprezentantem kraju nie będzie rodowity Polak, lecz faktycznie obcokrajowiec ?
Moim zdaniem:
- interesem będzie satysfakcja, jeśli taki zawodnik zdobędzie medal olimpijski.
- "interesem inaczej" będzie frustracja, jeśli taki zawodnik nie zdobędzie medalu olimpijskiego.
Jakie są szanse na zdobycie medalu przez obcokrajowca - reprezentanta Polski w Igrzyskach Olimpijskich ?
Moim zdaniem - ZEROWE. Dlaczego ? Z powodów formalnych. Nie uzyska prawa startu w Igrzyskach.
Jaki interes ma klub - członek PZBad-u z wydawania pieniędzy podatników na obcokrajowca - reprezentanta Polski ?
Moim zdaniem - żaden. Nie zyska pieniędzy na swoją działalność. Nie podniesie poziomu sportowego swoich zawodników. Dlaczego ? Bo nie ma systemu wykorzystującego obcokrajowców do podnoszenia poziomu szkolenia klubowego.
Jaki interes ma szkoleniowiec klubowy z wydawania pieniędzy podatników na obcokrajowca - reprezentanta Polski ?
Moim zdaniem - żaden. Dlaczego ? Bo nie ma systemu wykorzystującego obcokrajowców do podnoszenia poziomu umiejętności szkoleniowców klubowych.
Jaki interes ma zawodnik klubowy [obojętnie - czy młodzik, czy senior] z wydawania pieniędzy podatników na obcokrajowca - reprezentanta Polski ?
Moim zdaniem - żaden. Nie ma systemu wykorzystującego obcokrajowców do podnoszenia poziomu umiejętności zawodników klubowych.
Podsumowując - z poziomu podatnika, trenera badmintona, prezesa Zachodniopomorskiego Związku Badmintona i klubu badmintonowego nie widzę uzasadnienia do wzmacniania siły polskiego badmintona przez wyrabianie polskich paszportów obcokrajowcom.
Dla mnie wzorem, europejskim, są Duńczycy.
Dlatego też polskie pieniądze mają służyć Polakom w barwach Rzeczypospolitej. Taki jest zresztą statutowy cel naszego Związku.
środa, 29 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz